Chyba każdy z nas, miał chociaż jedną osobę, której oddał się bezgranicznie. Ta osoba wiedziała o Tobie wszystko, co do najdrobniejszego szczegółu. Kochałeś ją i wydawało Ci się, że ona kocha Ciebie. Dopóki nie odkryłeś prawdy...
"I don't love you baby,
I don't need you baby,
I don't want you no, anymore..."
I don't need you baby,
I don't want you no, anymore..."
I ja też miałam taką osobę. Przez parę głupich miesięcy był dla mnie wszystkim. Nie widziałam świata poza nim. Wiedziałam, że mogę mu powiedzieć wszystko, a on mnie zrozumie, pomoże, wytłumaczy. Na przestrzeni czasu wiem, że był cholernie głupi. Tak. On, nie ja. Ale może od początku.
Urodziłam się w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym siódmym roku jako osoba niepełnosprawna, a konkretniej z brakiem kości krzyżowej. Do dzisiaj bywają momenty, w których nie lubię siebie i uważam, że wszystko to, z czym się urodziłam - jest złe. Dlatego właśnie zawsze chciałam mieć kogoś, kto to wszystko zaakceptuje, kto pokaże mi, że nie powinnam tak myśleć. Taka osoba była, ale do czasu.
Nie będę tu opisywać całej "miłosnej historii", bo to nie w tym rzecz. Pamiętam, kiedy na ostatnim spotkaniu, dwa dni przed powrotem do Polski przyjechał do mnie. Było już dużo lepiej, wydawał się być pewny co do mnie, pewniejszy niż wcześniej. Spędziliśmy ze sobą dwa dni, których jak na razie nie potrafię zapomnieć. Ostatnia godzina. Siedzimy na peronie czekając na jego pociąg, rozmawiamy, śmiejemy się, patrzymy sobie w oczy. Nie zapomnę jak na mnie patrzył. Tak jak on patrzył, patrzą zakochani. Ostatnie 10 minut. Podjechał pociąg, spojrzałam na niego ze łzami w oczach. Nie chciałam się żegnać, nie chciałam rozstawać się z nim na 3 bądź i 4 miesiące. Odwrócił się do mnie i przybliżył się. Pocałował mnie. Pocałował mnie na tym cholernym peronie, przytulił mnie, powiedział, że mnie kocha, wsiadł do pociągu i odjechał. I wraz z tym jak odjechał zakończyło się moje "love story". Trzy dni później, kiedy już wróciłam do Niemiec rozstaliśmy się.
Pytałam miliony razy, czy na pewno mu to nie przeszkadza. Zawsze przeczył, zawsze. Ale ja i tak swoje wiedziałam. Wiedziałam, że coś jest nie tak, gdy nie chciał o mnie nikomu powiedzieć. Wyjaśnił mi wtedy, że bałby się, że jego RODZINA by tego nie zaakceptowała. Bullshit. Nigdy mnie prawdziwie nie kochałeś, to wszystko.
3.08.2015
23.11.2015
Siedzę i piszę ten post. Głupia jestem, że do tego wracam, ale musiałam się po raz kolejny wyżalić. Wraz z każdym wyżaleniem się komuś jest mi lżej. Teraz jest tak samo. Napisałam to i na serduszku zrobiło mi się lżej. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, a właściwie to napisać, że tylko 30% mojego serca jest jeszcze w kawałeczkach. Walczę z tym i udaje mi się.
▲▲▲▲▲
"People grow and fall apart,
But you can't mend your broken heart"
But you can't mend your broken heart"
Miłego dnia, popołudnia czy też wieczoru Wam życzę!

Nie przejmuj się nawet jeśli on to kiedyś zobaczy i zacznie ci robić wyrzuty sumienia olej to twój blog twoje sprawy i jeżeli chcesz się wyżalić to proszę bardzo po części wiem co przeżywasz i powiem Ci idealne cytaty wybrałaś 😘
OdpowiedzUsuń