środa, 25 listopada 2015

▪ Będę dla Ciebie zawsze, gdy będziesz potrzebował.

Dwa lata temu poznałam kogoś, kto - jak myślę - potrzebował mojej pomocy mimo to, że ciągle mnie od siebie odpychał. Była to... jest to czysto internetowa znajomość, przyjaźń. 


"But lately her face seems
Slowly sinking, wasting
Crumbling like pastries
And they scream
The worst things in life come free to us
Cause we're just under the upper hand
Go mad for a couple grams"

On nie ma już nikogo przy sobie. Niedawno stracił najważniejszą dla niego osobę - Mamę. To chyba była osoba, dla której starał się jako tako żyć, przeżyć. Dlaczego napisałam "żyć"/"przeżyć"?
Jest uzależniony. Jest uzależniony od narkotyków a ja źle czuję się z tym, że nie mogę mu pomóc na odległość. Rozmawiamy ze sobą poprzez GG. Ostatnio bardzo zmartwiła mnie jego dwutygodniowa nieobecność. Często dziwnie znikał, ale zawsze odezwał się po dwóch, czterech dniach. Bałam się, że coś mogło mu się stać. Dość często opowiadał, że już na niczym mu nie zależy przez co rozumiem, że nie ma ochoty rano wstawać, żyć. Niedawno wrócił. Aż zamarłam gdy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości z komunikatora. Niepewnie odczytałam wiadomość... szczerze? Spodziewałam się najgorszego.. Ale nie, to był on. 

"Jak dobrze wiesz, lubię sobie zarobić z gonienia nielegalnych substancji. Jak dobrze wiesz, bardzo lubię czasem przyjąć nielegalne substancje, ale powstrzymywałem się.  Powinienem już nie żyć. 
W 4 dni zjadłem 1600 zł."

Tak, cały on. Zrobiło mi się przykro, że znów mu się nie udało od tego odciągnąć. Wiem, że się starał, ale nie udaje mu się. Przez to traci zapał do czegokolwiek. W jakimś stopniu go rozumiem. Nasze relacje w ciągu dwóch lat nie zmieniły się tak bardzo. Może poza tym, że przywiązałam się do tego kochanego czubka... Dopóki to, że jestem sprawia mu radość (co sam napisał) - to będę. Chociaż poprzez GG. I może to dla kogoś wydaje się głupie i chore, to przysięgam, że będę mu truła dupę cały dzień i całą noc, chyba że kiedyś się spotkamy i powie mi prosto w oczy, że mam mu dać święty spokój. Do tego czasu nigdzie się nie ruszam, rozumiesz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz