czwartek, 26 listopada 2015

▪ Nie zastanawiaj się.

Brak komentarzy:
Często całkiem niepotrzebnie zastanawiam się nad tym co było, zamiast skupić się nad tym co jest teraz. Znasz te uczucie, gdy leżysz w łóżku próbując zasnąć, ale nie potrafisz, bo negatywne wspomnienia zabijają Twój umysł i pozytywne myślenie? Próbujesz zrozumieć dlaczego to, co się stało przytrafiło się właśnie Tobie. 


 

"You left in peace, left me in pieces
Too hard to breathe, I'm on my knees
Right now"

Mnie dość często przytrafiają się takie noce. Rozpamiętuje to co się wydarzyło między mną, a nim. Zastanawiam się dlaczego tak się stało. PO CO? Kurwa, po co... NIE WIEM. Może za nim tęsknie? A może nie brakuje mi jego, tylko samego dotyku drugiej osoby? Poczucia, że ktoś Cię kocha, że jesteś dla kogoś ważna. Pocałunków. Tak, pocałunków. Wzroku zakochanej w Tobie osoby. Łaskotania. Wspólnych śniadań, wspólnych nocy, wspólnych dni, wspólnego wkurzania siebie nawzajem, wspólnego spaceru... wszystkiego. MAM RACJĘ! Nie brakuje mi jego, tylko tych głupich czynności..




"You were mine just yesterday
Now I have no idea who you are
It's like you camouflage."

Tak samo mam ze swoją niepełnosprawnością. Pytam się, dlaczego mnie to dotknęło. Przecież mogło kogoś innego. To egoistyczne. Myślałam, że to ja jestem winna tego, że go straciłam. I D I O T K A ! To on nie wie co stracił :) BINGO. Tak najwidoczniej musiało być, a ja nie miałam na to żadnego wpływu. Dość niedawno uświadomiłam się, że rozpamiętywanie tego wszystkiego do niczego nie dąży. To co było nie ma znaczenia. Musimy patrzeć na to, co jest teraz. Bez sensu się cofać, wracać, zawracać. Trzeba iść na przód bez względu na to, co nas czeka.

środa, 25 listopada 2015

▪ Będę dla Ciebie zawsze, gdy będziesz potrzebował.

Brak komentarzy:
Dwa lata temu poznałam kogoś, kto - jak myślę - potrzebował mojej pomocy mimo to, że ciągle mnie od siebie odpychał. Była to... jest to czysto internetowa znajomość, przyjaźń. 


"But lately her face seems
Slowly sinking, wasting
Crumbling like pastries
And they scream
The worst things in life come free to us
Cause we're just under the upper hand
Go mad for a couple grams"

On nie ma już nikogo przy sobie. Niedawno stracił najważniejszą dla niego osobę - Mamę. To chyba była osoba, dla której starał się jako tako żyć, przeżyć. Dlaczego napisałam "żyć"/"przeżyć"?
Jest uzależniony. Jest uzależniony od narkotyków a ja źle czuję się z tym, że nie mogę mu pomóc na odległość. Rozmawiamy ze sobą poprzez GG. Ostatnio bardzo zmartwiła mnie jego dwutygodniowa nieobecność. Często dziwnie znikał, ale zawsze odezwał się po dwóch, czterech dniach. Bałam się, że coś mogło mu się stać. Dość często opowiadał, że już na niczym mu nie zależy przez co rozumiem, że nie ma ochoty rano wstawać, żyć. Niedawno wrócił. Aż zamarłam gdy usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości z komunikatora. Niepewnie odczytałam wiadomość... szczerze? Spodziewałam się najgorszego.. Ale nie, to był on. 

"Jak dobrze wiesz, lubię sobie zarobić z gonienia nielegalnych substancji. Jak dobrze wiesz, bardzo lubię czasem przyjąć nielegalne substancje, ale powstrzymywałem się.  Powinienem już nie żyć. 
W 4 dni zjadłem 1600 zł."

Tak, cały on. Zrobiło mi się przykro, że znów mu się nie udało od tego odciągnąć. Wiem, że się starał, ale nie udaje mu się. Przez to traci zapał do czegokolwiek. W jakimś stopniu go rozumiem. Nasze relacje w ciągu dwóch lat nie zmieniły się tak bardzo. Może poza tym, że przywiązałam się do tego kochanego czubka... Dopóki to, że jestem sprawia mu radość (co sam napisał) - to będę. Chociaż poprzez GG. I może to dla kogoś wydaje się głupie i chore, to przysięgam, że będę mu truła dupę cały dzień i całą noc, chyba że kiedyś się spotkamy i powie mi prosto w oczy, że mam mu dać święty spokój. Do tego czasu nigdzie się nie ruszam, rozumiesz?

wtorek, 24 listopada 2015

▪ N..............ść mnie psuje

1 komentarz:
Chyba każdy z nas, miał chociaż jedną osobę, której oddał się bezgranicznie. Ta osoba wiedziała o Tobie wszystko, co do najdrobniejszego szczegółu. Kochałeś ją i wydawało Ci się, że ona kocha Ciebie. Dopóki nie odkryłeś prawdy... 

"I don't love you baby,
I don't need you baby,
I don't want you no, anymore...
"

I ja też miałam taką osobę. Przez parę głupich miesięcy był dla mnie wszystkim. Nie widziałam świata poza nim. Wiedziałam, że mogę mu powiedzieć wszystko, a on mnie zrozumie, pomoże, wytłumaczy. Na przestrzeni czasu wiem, że był cholernie głupi. Tak. On, nie ja. Ale może od początku.
Urodziłam się w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym siódmym roku jako osoba niepełnosprawna, a konkretniej z brakiem kości krzyżowej. Do dzisiaj bywają momenty, w których nie lubię siebie i uważam, że wszystko to, z czym się urodziłam - jest złe. Dlatego właśnie zawsze chciałam mieć kogoś, kto to wszystko zaakceptuje, kto pokaże mi, że nie powinnam tak myśleć. Taka osoba była, ale do czasu. 
Nie będę tu opisywać całej "miłosnej historii", bo to nie w tym rzecz. Pamiętam, kiedy na ostatnim spotkaniu, dwa dni przed powrotem do Polski przyjechał do mnie. Było już dużo lepiej, wydawał się być pewny co do mnie, pewniejszy niż wcześniej. Spędziliśmy ze sobą dwa dni, których jak na razie nie potrafię zapomnieć. Ostatnia godzina. Siedzimy na peronie czekając na jego pociąg, rozmawiamy, śmiejemy się, patrzymy sobie w oczy. Nie zapomnę jak na mnie patrzył. Tak jak on patrzył, patrzą zakochani. Ostatnie 10 minut. Podjechał pociąg, spojrzałam na niego ze łzami w oczach. Nie chciałam się żegnać, nie chciałam rozstawać się z nim na 3 bądź i 4 miesiące. Odwrócił się do mnie i przybliżył się. Pocałował mnie. Pocałował mnie na tym cholernym peronie, przytulił mnie, powiedział, że mnie kocha, wsiadł do pociągu i odjechał. I wraz z tym jak odjechał zakończyło się moje "love story". Trzy dni później, kiedy już wróciłam do Niemiec rozstaliśmy się.
Pytałam miliony razy, czy na pewno mu to nie przeszkadza. Zawsze przeczył, zawsze. Ale ja i tak swoje wiedziałam. Wiedziałam, że coś jest nie tak, gdy nie chciał o mnie nikomu powiedzieć. Wyjaśnił mi wtedy, że bałby się, że jego RODZINA by tego nie zaakceptowała. Bullshit. Nigdy mnie prawdziwie nie kochałeś, to wszystko.

3.08.2015
 

23.11.2015
Siedzę i piszę ten post. Głupia jestem, że do tego wracam, ale musiałam się po raz kolejny wyżalić. Wraz z każdym wyżaleniem się komuś jest mi lżej. Teraz jest tak samo. Napisałam to i na serduszku zrobiło mi się lżej. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, a właściwie to napisać, że tylko 30% mojego serca jest jeszcze w kawałeczkach. Walczę z tym i udaje mi się. 

▲▲▲▲▲


"People grow and fall apart,
But you can't mend your broken heart
"

Miłego dnia, popołudnia czy też wieczoru Wam życzę!




poniedziałek, 23 listopada 2015

■ Za dużo zmian naraz blokuje nasz umysł.

1 komentarz:

"Trying fit your hand inside mine
When we know it just don't belong"


W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, w którym zdajemy sobie sprawę z tego, że ten czas płynie dla nas zbyt szybko. Mnie uświadomił w tym dzień moich 18-stych urodzin. Nawet nie wiem kiedy zleciało te skromne osiemnaście lat. Nie lubię mieć osiemnastu lat... Ludzie zaczynają na Ciebie dziwnie patrzeć. Mówią Ci: "nie zachowuj się jak dziecko, masz już osiemnaście lat!", jakby ta liczba była jakaś bardziej dorosła niż te 17 obchodzone zaledwie rok temu. Nie czuję się inaczej niż wtedy. Jedyne co się zmieniło w moim życiu to to, że mogę legalnie kupić papierosy, alkohol lub podpisać jakiś papier. Nic więcej. Nadal jestem w tym samym miejscu. 
A może to czas, żeby coś zmienić? Tylko co...
Niecałe dwa lata temu wyprowadziliśmy się całą rodziną do Niemiec. Mam tu nam myśli mnie, rodziców, młodszego brata i psa, którego być może kiedyś Wam pokażę. Moje życie już wtedy zmieniło się o 360 stopni. Nowe mieszkanie, nowa szkoła, nowi ludzie, NOWY JĘZYK, nowe WSZYSTKO. To była chyba zbyt drastyczna zmiana jak dla mnie. Tak, jestem tu już prawie dwa lata i nadal uważam, że to było dla mnie za dużo. Do tej pory mam problemy z przystosowaniem się tutaj. Nie jestem otwarta na tych nowych ludzi, boję się rozmawiać w ich języku. Mam jakąś blokadę w sobie, której niestety nie potrafię ominąć, chociaż bardzo bym chciała. Gdybym mieszkała w Polsce byłabym właśnie w trzeciej klasie technikum ekonomicznego, tu jestem w trzeciej klasie gimnazjum... I niby wszystko to już przerabiałam, ale to jednak nie jest to samo. W matematyce i języku angielskim uzyskuję jak najwyższe wyniki. Jeśli jednak chodzi o niemiecki... Uważam to za porażkę. Oczywiście inni powtarzają: "Nie załamuj się, naprawdę dobrze Ci idzie jak na niecałe dwa lata spędzone tutaj.", ale ja tak nie uważam. Stać mnie na dużo więcej, jednak sama nie potrafię zasiąść i nauczyć się słówek. Potrzebuję takiego... surowego nauczyciela. Kogoś, kto mi wszystko od początku wytłumaczy i przypilnuje mnie, żebym się nauczyła. Zatrzymałam się gdzieś i nawet nie potrafię określić w którym miejscu teraz jestem. Być może kiedyś się odnajdę.. Chciałabym, aby to nastąpiło w miare szybko.

▲▲▲▲▲

Miłego dnia, popołudnia czy też wieczoru Wam życzę!

niedziela, 22 listopada 2015

▪ "Oh, I'm a mess right now...", czyli jak zaczęła się moja podróż z Edem Sheeranem.

2 komentarze:
Czasami w naszym życiu czegoś brakuje...
Pieniędzy? Nie.
Czasu? Nie.
Miłości? Tak.
Ale nie takiej książkowej miłości między dwoma kochankami. Mówię tu o miłości do muzyki.
 Prawie rok temu siedząc w samochodzie i czekając na moją kochaną mamę natknęłam się
na piosenkę, która... hmm.. która w sumie odmieniła moje dotychczasowe życie. A właściwie jej wykonawca odmienił moje życie. Po raz pierwszy tak bardzo się w czymś zakochałam...


 Na punkcie tego rudzielca wprost oszalałam. Niestety moja przygoda z nim zaczęła się pare dni przed koncertem w Polsce... Cały dzień, w którym miał odbyć się koncert przesiedziałam na komputerze ciągle oglądając jakieś inne filmiki dotyczące Eda... Następnego dnia po włączeniu laptopa nie mogłam z niego zejść.. Najśmieszniejsze w tym jest to, że złapałam pokoncertową depresję przez koncert, na którym niestety nie mogłam być...
Na YouTube'ie pojawiło się 12 nagrań z koncertu. Sama nie wiedziałam, czy aby na pewno chcę je wszystkie zobaczyć, ale jednak stało się. Włączyłam pierwsze... Zamarłam. Nie potrafię opisać moich emocji w tamtym momencie. Bardzo się wzruszyłam słysząc, że tę piosenkę zaczął grać jako pierwszą. Siedząc w domu czasami zastanawiam się jakbym zareagowała, gdybym tam faktycznie mogła być.


Od tamtego momentu zupełnie zatraciłam się we wszystkim, co dotyczyło Eda Sheerana. Czytam wszystkie artykuły z nim związane, śledzę wszystkie jego social media oraz uczęstniczę w "życiu" dwóch polskich grup Facebook'owych - Little Birds oraz Sheerios Poland, w których poznałam cudowne osoby, z którymi utrzymuję (jak na razie) internetowy kontakt (w tym miejscu pozdrawiam Kamila, Anię, Dominikę, Bartka, Olę, Konrada - jeśli to kiedykolwiek przeczytacie, to wiedzcie, że Was kocham :D).


Myślę, że tym miłym akcentem (patrz wideo powyżej :D) zakończę swój pierwszy wpis na blogu. Jeszcze nie raz pewnie zagości na nim rudzielec, więc strzeżcie się!
Miłego dnia, popołudnia lub wieczoru Wam życzę!